Lifestyle

Czego nauczył mnie „minimalism challenge”?

Nie jestem minimalistką, absolutnie. Otaczam się taką ilością rzeczy, że w każdym kącie coś stoi. Trochę mi to przeszkadza, a trochę nie. Uwielbiam zakupy i często tak właśnie odreagowuję stres lub zajmuję czas. Daje mi to jakiegoś rodzaju spełnienie (zdaję sobie sprawę, jakie to niepoprawne, zamierzam to leczyć). Z drugiej strony minimalistyczne wnętrza, to coś, co raduje me oko. Chciałabym mniej wydawać na zupełnie zbędne rzeczy i pozbyć się ich nadmiaru… czyli jednak trochę mnie w tę stronę ciągnie.

 

Pod koniec zeszłego roku, gdy przyszła pora na myślenie o zmianach, które miały nadejść wraz z wejściem w 2019 rok natknęłam się na minimalism challenge. Trochę z przypadku, a trochę z zamiaru próby odgracenia życia spojrzałam na to wydarzenie jakoś mocniej (hej ho, wyobraźnio). Lubię wyzwania. Zawsze miałam problem, by je zaliczyć (nadal mam, np rekord w wyzwaniu o codziennym rysowaniu wynosi 7 dni). Mimo wszystko nadaje to każdemu dniu odrobinę sensu i celu. Świadomość, że masz coś do zrobienia i do zapisania w bullet journalu to to, co lubię.

Namówiłam więc przyjaciółkę, by wspólnie zmagać się przez miesiąc z wyżej wymienionym wyzwaniem.

Ze względu na różnicę języka i kwestii tego, że każda może po swojemu któreś słowa zinterpretować ustaliłyśmy wspólną wersję.

  1. Posprzątać szafę
  2. Posprzątać w torebce
  3. Przejrzeć bieliznę
  4. Dzień bez elektroniki
  5. Posprzątać w portfelu
  6. Opisać zalety przyjaciela
  7. Opisać swoje zalety
  8. Bullet Journal przez 20 minut
  9. Oddać stare książki
  10. Dzień bez makijażu
  11. Medytacja
  12. Spędź czas z ukochanymi
  13. Zrób „gratitude log” (listę wdzięczności)
  14. Przeanalizuj ostatnie pięć wydatków
  15. Zostań offline na jeden dzień
  16. Nie wydawaj pieniędzy przez jeden dzień
  17. Nie narzekaj jeden dzień
  18. Wyjdź bez telefonu
  19. Zrób coś na zewnątrz
  20. Stwórz miejsce relaksu
  21. Przeanalizuj listę rzeczy do zrobienia
  22. Uporządkuj schowek
  23. Opróżnij szufladę z różnościami
  24. Wyłącz powiadomienia
  25. Zaplanuj posiłki i zrób je na zapas
  26. Załatw wszystkie sprawy
  27. Wyeliminuj toksyczną znajomość
  28. Posprzątaj kolekcję do makijażu
  29. Powiedz „nie”
  30. Ponownie przejrzyj szafę

Z początku było trochę obaw, bo niektóre dni wydają się takie odrealnione i niemożliwe. Na szczęście niemal od razu wątpliwości te zostały rozwiane.

Zastanawiacie się, czy dałam radę?

No dałam. Chyba. Jest koniec miesiąca, a ja uznaję to wyzwanie za zakończone sukcesem. Czy nie było potknięć? Oczywiście, że były. Zdarzyło się, że jednego dnia musiałam odpuścić całkiem, by przenieść jakieś zadanie na inny dzień (sprzątanie zagraconych szafek  ze względu na pracę). Są też punkty, które całkiem odpuściłam. Nie oddałam książek, bo nie mam żadnych do oddania (wszystkie mocno cenię i nie mam ochoty się ich pozbywać).

Czego najbardziej się bałam?

Dni bez telefonu / internetu. Elektronika towarzyszy mi cały dzień, czy to przyklejony do ręki telefon, czy komputer, czy konsola do grania. Brak kontaktu z instagramem. To pokazuje, jak bardzo uzależniona od tego jestem. Ale wiecie co? Nie było to zbyt trudne. Oczywiście miałam odruchy sięgania po telefon i trochę dziwnie mi było bez stories i zdjęć porannej owsianki, ale wszystko było do zniesienia.

Jakie zadania były najfajniejsze?

Zdecydowanie te, które szły w kierunku organizacji przestrzeni. Posprzątanie szafek, torebki czy portfela w jakiś sposób mnie oczyszczało.


Czy coś się zmieniło?

Spodobało mi się planowanie posiłków. Dzięki temu wiedziałam, jak mogę wykorzystać wszystkie produkty, które mam w domu i zminimalizować ilość odpadów, których niestety mam sporo. Zamierzam też powoli przejrzeć każdy zakamarek w domu, by powyrzucać i poukładać zawartość reszty szafek i szuflad i się zorganizować. Zauważyłam, że wcale nie muszę codziennie wydawać pieniędzy, by dobrze zająć sobie czas i spędzić dzień pozytywnie. Jednak to, co najważniejsze, to to, że w końcu oderwałam telefon od ręki. Te z pozoru parę sytuacji, kiedy nie miałam go przy sobie pokazały mi, że świat się nie wali, gdy telefon leży w drugim pokoju i pika powiadomienie. Może i nie będę odłączać się od sieci całkiem w ramach resetu, ale z pewnością nie muszę już relacjonować każdej minuty mojego życia i chwytać za urządzenie, gdy tylko się ono odezwie. To największa lekcja.

Lubicie wyzwania? Jesteście w tym systematyczni?


Photo by Mitch Lensink on Unsplash

Please follow and like us:
error

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *